poniedziałek, 15 lipca 2013

My Name is... Slim Shady!- czyli biesiada według Oli i Fapy!

19 komentarzy:
Siemka tu Ola i Fapa!

Jak to zazwyczaj na wstępie się dzieje, chciałyśmy podziękować bardzo gorąco za komentarze zostawione przez Was pod naszym ostatnim postem. Jest nam niezmiernie miło czytać Wasze szczere i z serca płynące słowa, skierowane w naszą stronę!

Dzisiaj rozpoczniemy naszego posta od lekko zmienionych przez Nas słów znanej, zapewne Wam wszystkim polskiej piosenki: "Gdy nie ma rodziców w domu to jesteśmy niegrzeczni". Prosimy traktować te słowa z przymrużeniem oka i spokojnie czytać dalej naszą relację;)

Wszystko zaczyna się oczywiście od jakże niespodziewanego SMS-a od Oli, którego treść chociaż objęta tajemnicą państwową, może zostać tutaj ujawniona. Wiadomość ta głosiła, stan gotowości Oli do przybycia w me skromne progi! Ucieszona bardzo tą nowiną, z prędkością światła pognałam pod willę mej przyjaciółki, by porwać ją do mojego apartamentu! Po drodze wstąpiłyśmy do naszego ulubionego sklepu spożywczego a mianowicie LIDLA. Oczywiście zawitałyśmy do niego nie bez powodu. Musiałyśmy przecież uzupełnić nasz "barek" na wieczorną biesiadę! Zakupiłyśmy więc Tokaja (r.2011) i udałyśmy się do domu. Jako, że była pora obiadowa (coś koło godziny 16) postanowiłyśmy zamówić pizzę-ale nie byle jaką! Była to pizza markowa, posiadająca wszystkie wymagane licencje- PIZZA HUT!
 
 Po długich namysłach, trwających kilkanaście sekund, podjęłyśmy "męską decyzję" i skusiłyśmy się na pizzę o dumnej nazwie TEKSAS. W naszym wykonaniu nic nie może być łatwe i proste, więc nie obyło się bez problemów techniczno- komunikacyjnych. Po wielu próbach dzwonienia, wycieńczone jak po 42 km maratonie, w końcu udało się nam zamówić to ekskluzywne danie. Czekając na jego dostarczenie, skąpane w popołudniowych promieniach słońca, słuchałyśmy muzyki na werandzie i rozprawiałyśmy o rzeczach ważnych i ważniejszych XXI wieku. Naszą debatę przerwał jakże cudowny dzwonek do drzwi - zwiastujący tylko jedno- jedzeniee! Będąc bardzo hojne i dając panu dostarczycielowi 10 gr napiwku, szybko udałyśmy się do stołu by w przeciągu paru minut zjeść całą dużą pizzę... Podczas jedzenia towarzyszyły nam youtubowe filmiki na tematy bajkowo-edukacyjne. Między innymi nasze piękne, niebieskie oczy ujrzały fragmenty Teletubisiów; zwariowanych, rechoczących fok; pingwina Pingu czy Bałwana Bouli. Nim się obejrzałyśmy nadszedł wieczór - co oznaczało- jedną rzecz-rozpoczęcie biesiady! Ola jako specjalistka od otwierania win i innych znakomitych trunków, odważnie chwyciła za korkociąg i po minucie już mogłyśmy sączyć powoli nasz specjał.

 
 Rozsiadłyśmy się wygodnie na werandzie i włączyłyśmy głośno muzykę, do której na początku niechętnie i cichutko nuciłyśmy. Jednak jak to bywa z napojami wysokoprocentowymi szybko się rozkręciłyśmy i niespełna po godzince impreza trwała na całego! Ola-o czym jeszcze nie wiecie- jest znakomitą pianistką- wirtuozem- jej talentem nie pogardziłby z pewnością sam Fryderyk Chopin. Odbyła więc ona znakomity koncert wykonując wiele trudnych i wymagających wyższych umiejętności utworów.
  
Po tej jakże kulturalnej i wzniosłej chwili postanowiłyśmy otworzyć drugie wino, które ostało się po naszej ostatniej biesiadzie. Jego nazwa (JACK THE RABBIT vel KANINCHEN) wskazywałaby na wino pełne wielu warstw smakowych oraz  substancji aromatycznych otulających nasze małe noski. Tymczasem było zupełnie na odwrót i trunek wylądował w koszu na śmieci. Nie zniechęcone tym niemiłym wydarzeniem, postanowiłyśmy otworzyć inne wino, należące niegdyś do moich rodziców. Jego nazwa była bardzo dźwięczna - VESPRAL. Ola nie zastanawiając się długo, próbowała je otworzyć. Jednak i tym razem nam się nie powiodło. Problem dotyczył nie zbyt dobrej jakości korka, który w połowie utknął w szyjce butelki... Nie zrażone próbowałyśmy wepchnąć korek do środka, jak to robią prawdziwe hardcory. Iii... chyba nie był to zbyt dobry pomysł, gdyż wino-o barwie krwistoczerwonej zaczęło pryskać na wszystkie strony(ten trunek również wylądował w śmieciach....)Ucierpiały na tym nasze ukochane bluzeczki, które w tym momencie pokryte były niesmacznie wyglądającymi kropkami. Działając jak strażacy w palącym się budynku, błyskawicznie zdjęłyśmy koszulki i wrzuciłyśmy je do pralki. Sytuacja została opanowana, lecz my zostałyśmy w samych stanikach... Nie widziałyśmy większej potrzeby ubierania nowych koszulek- postanowiłyśmy stworzyć projekt niecodzienny!- Sukienkę z folii aluminiowej(zwanej sreberkiem, złotkiem czy jak kto woli). Ola będąc dzielną modelką zniosła wszystkie moje czynności, które miały na celu stworzenie kreacji niepowtarzalnej i jedynej w swoim rodzaju.
 
 Wszystko udało się zgodnie z planem i po odbyciu niewielkiej i raczej skromnej sesyjki stwierdziłyśmy, że czas upolować nowy napój. Udałyśmy się więc na pewną tajemniczą górkę, do sklepu Małpka Express(serdecznie polecamy) by zakupić tam wino, którego nazwa niestety wyleciała mi z głowy. W trakcie naszego małego spacerku, podśpiewywałyśmy sobie po cichutku międzynarodowe hity Beatlesów, t.A.T.u. czy Queen. Po dotarciu do domu otworzyłyśmy-tym razem powiodło się bez żadnych utrudnień- nasz napój i rozpoczęłyśmy drugą część biesiady w dalszym ciągu odbywającą się na sławnej werandzie. Do naszych śpiewów doszły taneczne wygibasy, stworzyłyśmy również parę niezłych układów choreograficznych. Przebojem tego wieczora z pewnością jest Eminem, którego piosenki(zwłaszcza Just lose it, My name is czy The Real Slim Shady) słuchałyśmy namiętnie praktycznie do samego końca biesiady. Gdy na dworze nieco się ochłodziło, przeniosłyśmy się do środka i włączyłyśmy na pewno wam znany portal - Chatroulette. W trakcie naszej przygody na tej stronie, trafiłyśmy na wielu ciekawych i mniej ciekawych ludzi- często byli to Polacy lub smakosze kebaba- czyli Turcy. Po pewnym czasie (warto dodać że dochodziła już godzina 2 w nocy) trafiłyśmy na bardzo sympatycznego kolegę Sylwestra(??), który nie tylko raczył nas interesującą rozmową ale także podziwiał naszego bloga za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczne i bardzo gorąco Go pozdrawiamy! Obiecałyśmy mu smakowite naleśniczki jednak nie zdążył nam podać swoich bardzo istotnych danych osobowych, jednak może właśnie to czyta, więc UWAGA ZWRACAMY SIĘ DO SYLWESTRA(??)- ŚLEDŹ NASZEGO BLOGA W POSZUKIWANIU OBIECANEGO DANIA.

Tak więc koło 3 w nocy udałyśmy się do łaźni gdzie się wykąpałyśmy a następnie wskoczyłyśmy do mojego łoża, o którym była już wzmianka w poprzednim poście. Przepełnione emocjami z biesiady, słuchałyśmy jeszcze przez chwilkę muzyki relaksacyjnej, która z pewnością ułatwiła nam zaśnięcie. Tego samego dnia lecz już rano, po przebudzeniu- Ola po dostaniu zagadkowego telefonu- musiała czym prędzej wracać do swej willi. Nie patrząc na nic, szybko się ogarnęłyśmy i ruszyłyśmy w podróż. Po odwiezieniu Oli, stwierdziłam że jednak wypadałoby odkupić wino moim rodzicom. Podjechałam więc do Lidla i nabyłam stracone procenty.

To jest właśnie nasz przepis na wyśmienitą zabawę! Mamy nadzieję, że nie zanudziliście się czytając tej relacji .;))

Dodatkowo chciałybyśmy jeszcze dodać, iż ludzie, mieszkający w okolicy oraz mający jakieś zastrzeżenia tudzież pretensje co do Naszych skromnych, niezbyt głośnych "libacji", mając jakieś skargi powinni je składać osobiście a nie skrywać się za anonimowymi listami. 


piątek, 12 lipca 2013

Lajtowy czwarteczek z dużą dawką Iluzji

9 komentarzy:
Siema tu Fapa i Ola!

Na wstępie chciałybyśmy podziękować za wszystkie sympatyczne komentarze, które zostawiliście pod naszym pierwszym wpisem, jesteście kochani :3.

Dziś, co prawda, nie przygotowałyśmy dla Was żadnej ciekawej ubraniowej instrukcji, lecz może owy wpis zainspiruje kogoś do spędzenia czwartku po naszemu.

Rano po przebudzeniu w okolicach  godziny ósmej byłyśmy, z bólem serca, zmuszone odwołać nasz wyjazd nad duński Bałtyk, gdyż pogoda była bardzo niesprzyjająca. Żadna to przecież radość nałożyć na siebie grube warstwy odzieży, gdy powinno się wylegiwać na plaży niczym nowonarodzone foczki. Niezadowolone z tego rozwoju wydarzeń postanowiłyśmy nie tracić pogody ducha i tak czy siak przeżyć miło ten dzień. Gdy nareszcie powstałyśmy z ogromnego łózką Fapy, u której to odbywało się szalone pidżama party, odbyłyśmy poranną gimnastykę tańcząc do nowiutkiego albumu Bastille, który to bardzo polecamy. Po pewnym czasie jednak czułyśmy się nieswojo. Czemu? Dwa słowa. PUSTE BRZUCHY. Dalej ubrane w pidżamy czym prędzej sfrunęłyśmy po zakręconych schodach do kuchni Fapy. Długo zastanawiałyśmy się co zjeść, aż w końcu postawiłyśmy na tradycję. W końcu co nasyci i burczące i kiszki i wzrok? Kolorowe kanapki!.

Świeżo upieczony chlebek, serek ziołowy, szyneczka, pomidory i szczypiorek to to co bardzo lubimy. 
Po śniadaniu i załatwieniu bardzo ważnych spraw urzędowo-pocztowych Fapy postanowiłyśmy udać się do miejsca ukochanego chyba przez wszystkich. Do kina! Wsiadłyśmy zatem z powrotem do pięknego czarnego Batmobila Fapy i ruszyłyśmy do centrum handlowego, a że zbliżała się obiadowa pora postanowiłyśmy "wrzucić coś na ruszt". I w ten właśnie sposób upolowałyśmy...

Kebaba! Czasem trzeba zaszaleć, nie można myśleć tylko o dietach bo się człowiek psychicznie pochoruje :)). 
Film na który postanowiłyśmy się wybrać to Iluzja. Pomimo odmiennych opinii różnych ludzi, My z czystyymi serduszkami  możemy Wam polecić ten obraz. Jest lekka niezobowiązująca historia, która (jak sądzą ustalacze gatunków filmowych) nie jest thrillerem, a raczej dramatem z komediowymi nutkami. 

czwartek, 11 lipca 2013

DIY-koszulki.

9 komentarzy:
Siema, tu Fapa i Ola
Wczoraj dostałyśmy przypływu weny twórczej i postanowiłyśmy stworzyć coś niezwykłego a zarazem oryginalnego, niepowtarzalnego i praktycznego. Są to....
KOSZULKI!!!
Bez dalszego owijania w bawełnę, przejdźmy do konkretów.
Dodamy jeszcze tylko, że jest to świetna propozycja dla wszystkich fanek HP i serialu HANNIBAL;)


1.Potrzebne materiały to:
-linijka
-ołówek
-kartonik do podłożenia między warstwami t-shirt-u
-okrąg do odrysowania(My użyłyśmy małej kokilki)
-specjalne markery do farbowania odzieży firmy Sharpie
-no i przede wszystkim KOSZULKA;)


2.Wstępny szkic ołówkiem linii prostej:

3.Wstępny szkic ołówkiem okręgu:


4.Pierwszy zarys markerem:


5.Pogrubianie:


iiiiiii.....
KOSZULKA GOTOWA!!!!!!


 Druga koszulka, którą zrobiłyśmy to:

1.

2.

3.

A to dodawało nam sił:
Mamy nadzieję, że ten ten krótki aczkolwiek treściwy tutorial pomoże wszystkim designerkom dopiero zaczynającym swoją przygodę ze sztuką...;)